powody do wtorku

Tytuł wpisu jak zwykle ma intrygować a nie informować, proszę mi wybaczyć tą przewrotność, ale po pięciu latach spędzonych w agencji reklamowej cieszę się że mam tylko takie fanaberie.

Piękny pochmurno deszczowy wtorek po niewyspanej nocy nastraja nader optymistycznie, zatrzymajmy się więc na chwilę przy aktualnym wydarzeniu w Chile, gdzie najwyraźniej tytani natury budzą się z letargu. Gigantyczny wulkan Chaiten zaczyna warczeć ze swojej nory plując swoimi wyziewami na chilijskich wyzyskiwaczy ludu (trochę popłynąłem). Całość galerii można zobaczyć TU

Niesamowite zdjęcia chyba przyznacie, ale nie o wulkan się dziś rozchodzi. Te poruszające obrazy mają dla mnie odbicie w mikrokosmosie pojedynczych, osobnych wręcz wyizolowanych dusz samotnie spacerujących po zatłoczonym świecie. Wedle maksymy urodziłeś się sam, umrzesz sam wyczytanej na jakiejś paczce z chrupkami do mleka, dzielnie stąpam po ziemskim padole pełnym popiołu i łez z nieukrywanym grymasem nie dowierzenia, że to wszystko ma jakiś sens. Pracujesz całe życie by osiągnąć jakiś cel, jesteś blisko, jesteś na prawdę tak blisko, że czujesz zapach cielesności swojego celu. Nazajutrz pieprznie taki wulkan jeden z drugim i budzisz się na pogożelisku, które jeszcze wczoraj było Twoim domem. Nic na to nie poradzisz. W takich sytuacjach nasuwa się pytanie czy warto o cokolwiek zabiegać trwoniąc swoje życie na wyimaginowane cele? To słowo warto ma zapewne swój korzeń w wyobrażeniu przyjemności odczuwanej w kontakcie z upragnionym celem/stanem. Jednak życie pokazuje, że goniąc króliczka jest przyjemniej niż go mając, co więc robią Ci wszyscy ludzie mając te swoje cele? Wizualizują hipotetyczną przyjemność i korzyści płynące kiedyś w oddali zapominając o jakości życia tu i teraz. Wszyscy ludzie, którzy zaznali spokoju za życia jak to nazywam, wspominali o wydarzeniu, które odciska niezapomniane piętno wpływając, ba, całkowicie nawet odwracając bieg dalszej egzystencji zarówno w obrębie charakteru, podejścia do wydarzeń, widzenia rzeczywistości etc. U. G. Krishnamurti opisywał to wydarzenie jako dotknięcie przewodu elektrycznego, w którym płynie prąd życia w momencie kiedy człowiek całkowicie się poddaje, kiedy poddaje się światu, bo to nie to, że nie ma już siły walczyć, ale całkowicie jest pewny, że jest bezbronny wobec życia, że nie jest w stanie stawić oporu tej wielkiej sile. Tylko wtedy można doznać tego stanu, można, bo podkreślić należy iż nie jest na to wydarzenie nie ma żadnego wpływu. To coś w stylu powiedzenia niech się dzieje wola nieba, ponieważ to określenie wytwarza całkowitą pustkę w naszej kreacji myślowej, zgadzamy się z nieznanym, dlatego ma szansę coś zaistnieć. Normalnie umysł projektuje wszystko odgrzewając stare kotlety przeszłych doznań, dopóki nie zrobi się miejsca na coś nowego przychodzi tylko stare. Jednym się przydarza dotknięcie tego życiodajnego przewodu innym nie i nic się na to nie poradzi, można tupać ile wlezie, zaklinać dowolne bóstwa, czarować w lesie, zaklinać geometryczne wzory i daje to wszystko tyle samo co pójście na piwo. U.G.K. też by się chyba z tym zgodził o ile on w ogóle jest w stanie zgodzić się z czymkolwiek.

No ale, ale. Jeśli nie ma naparzającego wulkanu, ani nie leżymy bezbronni na łące, przygnieceni 30 tonowym odważnikiem ważności życia, to jak wytłumaczyć taki np splin?

W naszej egzotycznej kulturze wszystko musi mieć jakiś powód, a jeśli go nie ma to zjawisko uznaje się za urojone. Może to i lepiej, że nikt się nie dobiera do tych powodów, jeszcze zgasła by ostatnia iskierka piękna na świecie. Na temat powodów zjawisk to takie klepanie jak naukowcy na temat zjawiska NOL:

naukowiec: NOLe nie istnieją.
ufolog: istnieją, ludzie je widzą na całym świecie.
naukowiec: nie istnieją, przykro mi.
ufolog: dlaczego?
naukowiec: bo nie zostawiają śladów, wiemy, że są niedźwiedzie i możemy je badać bo zostawiają ślady.
ufolog: ale NOLe nie zostawiają śladów jak niedźwiedzie.
naukowiec: dlatego nie istnieją, wszystko w nauce jest jasne.
ufolog: lecę, pozdrów żonę i kochankę.

Tym akcentem zakończę bo i tak już wszyscy się zorientowali, że nie mam dziś nic do powiedzenia (U.G. by się nie zdziwił).

No Responses

Note that comments are displayed in reverse chronological order with topmost comments being freshest. Subscribe | Comment

Leave a Reply

...na tropie Yeti

ostatnie wpisy [Pełne archiwum bloga]


I kto to mówi?

najnowsze komentarze

  • a. - szanuje twoje zdanie. pozostaje jednak przy swoim. pozdrawiam.…
  • lappa moo - oh, dziękuję. ucieszy się jak z trochitowej :)…
  • mesecina - nocny co Cię gnębi? czyżby dopadła cię pustka? czy znudziło się…
  • mesecina - a mi się wydaje, że tylko ludzie, którzy nie wiedzą…
  • nocny - Największy żal żywię do samego siebie za jak, to mawiał…